CZARNE LUSTRO
Piąta rano, cisza, szum w uszach,
Nie obudzę jeszcze muzyki,
Pokój ledwo szary, plamy w oczach,
Nie obudzę jeszcze kolorów.
Złapałem myśli z nocy,
Na ścianie czarne lustro, bez odbicia,
Czekam na nowy dzień,
Kim będę jak zobaczę siebie w lustrze?
ILE LAT MOŻE ŻYĆ PTAK?
Moje życie należy do mnie,
Przywiodła mnie tu tęsknota,
Chcę marzyć i słuchać muzyki,
Chcę malować portrety.
Można wiedzieć coś na pewno!
Można znaleźć sens istnienia,
Daję siebie w obrazach i słowach,
Szukam drugiego człowieka.
Widziałem skrzydła na ludziach,
W ich twarzach promienie wieczności,
To moje jest niebo,
Czekam - mam miejsce dla Ciebie.
JAK TU CICHO O ZMIERZCHU
Czekając o północy na ciepło z zimy wyjęte
Tesknota i bliskość nadeszła
Zobaczyłem śnieżne fale na polach rozciągnięte,
Ocean ciszy, biel puszysta.
Jaki jestem spokojny, głosy odległej bitwy ucichły,
Cichuteńko, cicho, cisza, ,
Chce tak trwać, trwać w kojącej ciszy,
Chwila jeszcze nie przeszła.
NIC TO, NIC TO…
Nic to , nic to,
To minęło, to już zapomniane,
Jest we mnie i dobro i zło,
Warto było żyć.
Ile dałem, ile zabrałem,
Wszystko przeminęło,
Czasami żar tylko roznieca,
Warto było kochać.
Schowałem Ciebie i mnie,
Wytańczę wszystkie melodie,
Upiorę wszystkie zasłony,
Warto znów zobaczyć dzień.
Nic to , nic to…
SMAŻONE OŁOWIANE ŁZY
Smażone ołowiane łzy,
Nieporozbierane myśli,
Wyłączam dźwięki i zaczynam słyszeć.
Przestaję biec i zaczynam myśleć.
Przyszła ciemność bym mógł więcej zobaczyć.
Morfeusz zapomniał dziś o mnie,
Cisza tak wielka a myśli wciąż biegną,
Przetopiłem już moje łzy,
Czekam, aż znów zastygną w martwy metal.
Schowam pod łózko, na później,
Moje ołowiane łzy wielokrotnego użytku.
SYMULTANIZM AKCJI-GRECJA
Trzymam szpadę w dłoni.
Pilnuję porządku wszechświata.
Kamienna plaża w Grecji.
Dzieci i ptaki posnęły bezpieczne.
Ostatni statek odpłynął w ciemność.
Mój sen nie nadchodzi.
Rozmawiam z falami o…czasie.
Przerwane życie, powracające obrazy,
Mój wszechświat jest we mnie.
Tak trudno być chwilą.
Jeszcze trwam…..
TOŻSAMOŚĆ
Nie mam twarzy!
Szybko obracałem głowę,
Aż twarz mi się rozmazała,
Zapomniałem jak wyglądam.
Nie mam oczu!
Nie mogę ich znaleźć,
Nie wiem czy to ciemność czy jasność,
Zapomniałem kolor moich oczu.
Nie mam czym słyszeć!
Nie pamiętam tykania zegara,
Nie słyszę bicia mego serca,
Jaki mam głos?
Nie mam ciała!
Przestałem czuć ciepło czy zimno,
Wiem, że miałem dłonie i stopy,
Nie mogę nic dotknąć.
Nie mam ust!
Przeraźliwie krzyczę!
Okrutny, szalony, nieludzki krzyk,
W gardło wlewa mi się ciemność,
Męcząca niemoc,
Trwam bez dotyku, dźwięku, światła,
Nie pamiętam już czy byłem?
Myślę, myślę, myślę…
UKRYTY SKARB
Oszukać, okpić czas!
Zapach ust, dotyk rąk,
Ciepły drżący oddech.
Spragnieni Siebie,
Biegniemy w ognia żar,
By prawdziwie żyć.
Między nami ukryty
jest największy skarb.
Zatrzymać czas,
Zatrzymać czas!
Kielce-Murter 2010
CZTERY BRAMY
Szara pusta.
Komu służyła?
Rozebrali ją na złom!
Nie otworzy jej już nikt.
Szara z drzwiami.
Bez klamki, bez zamka.
Zamknięta na wieczność!
Nie przejdzie tędy już nikt.
Żółta pusta
Odwrócona z napisem NAZI FUCK Nie zamaże jej już nikt.
Szara z przekątnymi.
Znakiem runicznym oznaczona.
Nadzieja stracona już!
Dla mnie stworzone jedynie były
Mirosław Teper
Skarżysko-kamienna 2010
JADRANSKO MORE
Całe życie będzie podobne do tego lata
W kolorach lazurowego morza.
Jestem już daleko od kamienistej plaży,
Ale to jest tak jakbym tam był.
Patrzę na tę falę, która nigdy nie dosięgnie skał
Tak jak ona powracam do przeszłości
Tak jak ona, kładę się na skale
I przypominam sobie, o przypływach i odpływach
O słońcu I o szczęściu które działo się na morzu
Pójdziemy tam gdzie chcesz, kiedy chcesz
Będziemy tam, kiedy czas już minie.
Całe życie będzie podobne do tego lata
W kolorach lazurowego morza.
Kielce-Murter 2010
MATNIA
Gdzie kończę się Ja?
Gdzie zaczyna się Ona?
Kim jestem Ja?
Czym jest Ona?
Czy myślę jeszcze Sam?
Czy myśli już Ona?
Mam jeszcze swój byt?
Mam w Niej wciąż żyć?
Omamia mnie łagodnym pięknem.
Zapomnę, że nie jestem stąd.
Przestanę o życiu już śnić.
Myśli zamienią się w mit.
Czarne wdowy umarły?
Krzyki w życiu zamarły!
Gdzie kończę się Ja?
Gdzie zaczyna się Ona?
Mirosław Teper
Kielce 2010
POCZEKALNIA
Czekam w kolejce do medyka,
Jeszcze nie moja to kolej!
Czekam z mym zmęczonym Ojcem.
Ja jeszcze mam czas? Mam czas?.
Nie wolno pysznić się chwałą,
Nie wolno być beztroskim.
Każde potknięcie policzone jest,
Każdy dług trzeba komuś spłacić.
Zgubiłem wiarę i komu składać mam hołd.
Dla kogo moja krew przelana będzie?
Komu dziękować mam za noce i dni?
Komu mam zwrócić życie, które we mnie tchnął?
Kto stworzył te drzwi,
Przez które przechodzę zapominając o czci?
Ląd, morze, radość i ból,
Kto stworzył poznania wieczny głód?
Niech Ktoś każe wierzyć mi,
Że gdzieś jest moja wyspa ciszy,
Na której nie sam dopełnię moich dni.
Snów tych nie odbierze mi nikt.
Hołd składam za życie,
Za serce czułe na ból,
Za oczy, które widzą zło,
Za wiarę, że duszę mam.
Więc tańczę póki orkiestra gra,
Żyję już czasem, który życiem jest,
Zanim Morze Egeja pochłonie mnie,
Myśl swą zapisuję by w niej trwać.
Mirosław Teper
Skarżysko-kamienna 2010
PRAGNIENIE
Kiedy bardzo pragniesz czegoś,
Kiedy wiesz, że pragnienie
Ziścić się nie może
Wtedy otwórz serce
Schowaj je głęboko w sobie. Noś z miłością przez życie swoje.
Kiedy już zapomnisz
Jak się tam dostało,
Wtedy otwórz serce
Zobaczysz, że zawsze tam było.
Mirosław Teper
Warszawa 2010
WIATR OD SŁOŃCA.
Metr, kilometr,
Dzień, rok, nowy wiek.
Nie ma czasu na czas,
Nie ma chwili na myśl.
Huragan Saturna trwa trzysta lat,
Wiatr od Słońca spopiela nas.
Wielcy co z Sobą byli pięćdziesiąt lat.
Wciąż płyną, chcą znaleźć stały ląd.
Samotne piaskowe statki straciły pęd,
Wiatr zdmuchnął z pokładu kurz,
Co dał los czas zabrał już,
Jednak z życia zostało coś.
Otul mnie, weź moją dłoń,
Bądź blisko i ze mną bądź!
Poniosę Ciebie, Ty poniesiesz mnie,
Dzień, rok, przez cały nasz czas.
Mirosław Teper
Kielce 2010
SPIROMETRIA POKRĘTNA.
Zbadać trzeba mi pojemność płuc,
by móc oszacować stawkę VAT
mnożąc wdech mój przez ilość lat.
Wagę przez wysokość nad poziomem morza,
by ztaksować marzenia o szybowaniu w przestworzach.
Zmierzyć ścinki włosów u fryzjera,
by wyszedł współczynnik Gaigera
od radioaktywnego łysienia.
A także szybkość mrugania,
częstotliwość ziewania,
uczucie przyjemności smaku,oraz intensywności szczytowania.
Kończyć już muszę te rozważania
bo przekroczę limit darmowego dumania,
bym nie mógł zrozumieć,
że to pokręcone jest celowo
w celu niezauważalnego narodu wydymania.
Mirosław Teper
Kielce 2010
LAZARET.
Nie śpimy!!! Jak się Pan nazywa???
Gdybym miał siłę ją udusić!!!
Skąd jestem? Z Klonowej.
Pokroją mnie tutaj, ten stół to chyba dla mnie!
Sam się przywiozłem, sam się sprzedałem.
Robią mi miejsce w szalecie na leżance,
Krzyczę by popiół i mocz z niej starli!
Zdzierają godność i golą włosy z mojego brzucha.
Nie śpimy!!! Jak się Pan nazywa???
Gdybym miał siłę ją udusić!!! Dlaczego nie widzę nic więcej?
Dlaczego w moje trzewia zaglądają sikający do kibla?
Osłońcie mi rozkrojony brzuch, przed popiołem z peta.
Zgasło światło, słyszę lubieżne chichoty pielęgniarek!
Nie śpimy!!! Jak się Pan nazywa???
Gdybym miał siłę ją udusić!!!
Światło? Lampka? Na hełmie?
Górnik po szychcie dorabia w szpitalu?
Dobre i to. Chichoty ustają.
Widzę więcej, Widzę bezczelną mordę górnika.
Widzę brudne ręce i wysmolony kombinezon!
Szczerbatą paszcze pożerającą kiełbasę
Maczaną w słoiku z musztardą.
Rzuca kiełbasę i rozciąga mój brzuch.
Wpychają kratownicę z drutu żebrówki!!
Nie!!! Po co ta spawarka!!!
Zjazd, zjazd, zjazd.
Nie śpimy!!! Jak się Pan nazywa???
Gdybym miał siłę ją udusić!!!
Błysk świadomości gdy zwalali mnie na łóżko,
Nie chcę nic czuć. Nie chcę myśleć. Jestem sam.
Łózko mnie wchłania, wciągają mnie co na nim umarli!
Godzinami próbuję nie spać i wydostać się z niego. Bez skutku.
Zjazd, zjazd, zjazd,
Nie śpimy!!! Jak się Pan nazywa???
Gdybym miał siłę ją udusić!!!
Kiedy i jak wstałem? Gdzie jestem? Dokąd idę?
Za szeroki korytarz by można było oprzeć się dwoma rękami.
Lamperia za śliska by można się do niej przyssać.
Zbawienie winda! Znowu korytarz jeszcze szerszy!
Wsiadam w samochód zapalam światła.
Wracam i zasypiam, Czekam na słońce.
Z tym pragnieniem rozciągam się w czasie.
Wtedy powrócę, otworzę oczy, uśmiechnę się.
Nie śpimy!!! Jak się Pan nazywa???
Odpowiadam Łazarz!!! Mirosław Teper
1. TCHNIENIE WIECZNOŚCI.
Myśli moje chowam za słowami
Duszę moją zakrywam obrazami.
Boje się prawdy o sobie?
Prochem jestem lecz staje przed wami.
Zdzieram z siebie szaty nie moje
Nagość mą mając w obronie.
O to Ja urodą marności skalany.
Urodzeniem przez życie grzebany.
Wieczność w mych oczach znajdziecie
Gdy spojrzeć w nie tylko zechcecie.
Jest w nich życie zamknięte,
Trwające i w przyszłość zaklęte.
Czas jest moim jedynym zbawieniem
Nęci mnie jeszcze swym pięknem.
Lecz Wieczności światło już mi świeci
Chodźmy tam wszyscy, i starzy i dzieci.
Mirosław Teper
2. DZIEŃ POMSTY
Szczęśliwym człowiekiem jestem
Myślę, że jutro znów będę.
A gdyby dziś było moim przeznaczeniem?
Ostatnim moim z Wami tchnieniem!
Lękać mam się sądu okrutnego?
Bez obrony spalą mnie niemego.
Jaka kara za me życie płonne?
Ogień? Nicość? Zapomnienie?
Myśli zaplątane w trwodze
Staję, wchodzę drżącym krokiem.
Więc dlaczego tak się boję?
Życia zmienić już nie mogę?
Jest nadzieja dziwna w śmierci
Dziś niech przyjdzie nie za wieki.
Idzie za mną przez me życie
Już jest tutaj, stoi blisko - Widzicie?
Mirosław Teper
3. GŁUPIA TRĄBKA
Gdzie jest sędzia ten okrutny?
Wszyscy wstali już czekają.
Przyjdź i osądź niech się stanie.
Gdzie jest sędzia ten okrutny?
Stoję czekam, nie nadchodzi.
Co mam myśleć porzucony?
Chce mieć wszystko to za sobą
Stoję czekam, nie nadchodzi.
Mam tak czekać wieki całe?
Myśleć muszę o mym życiu?
Może w tym ta kara lub nagroda.
Mam tak czekać wieki całe?
Tara, netto, brutto – dupa.
Bzdura! Może zawołam hura!
Mam być sędzią przeciw sobie.
Tara, netto, brutto – dupa.
Mirosław Teper
4. ZLECENIE-UMOWA
Treść umowy:
Zleceniodawca - Bliżej nieokreślony Stwórca.
Zleceniobiorca – Bliżej nieokreślony
wynik stworzenia.
Cel umowy: stworzenie świata.
W wyniku wprowadzenia umowy w życie.
Powstają umowne światy.
Cechą charakterystyczną których
Jest ich skończoność w czasie.
Umowne Te światy zamieszkują
Istoty rozumne zwane ludźmi.
Świadome swojego istnienia
Lecz pozbawione sensu istnienia.
Zleceniobiorcy zwani dalej ludźmi
Żyć będą bez świadomości umowności
W związku z czym unikną śmieszności.
Czasami mając wrażenie dziwności.
Stworzony świat miast, domów i ulic,
Teatrów, seriali, rodzinnego życia.
Państw, korporacji i fabryk,
Wydawać się będzie za jedynie możliwy.
Ludziom zostanie świadomość przemijania.
Chcieć będą poznać w jednym życiu sens istnienia.
Z niemożności tego powstanie metafizyka.
Z rezygnacji nauka, która godzi się na śmiertelność.
Jedynie sztuka przeciwstawi się:
Utratom jakie człowieka dotykają.
Bylejakości statystycznej jednostki.
Przemijaniu i nieodwracalności.
Zleceniobiorcy zwani wcześniej ludźmi
Po zakończeniu eksperymentu nie dostaną zapłaty.
I tak sobie niepotrzebni zostaną.
Bez ostatecznego zrozumienia wszystkiego.
Uwaga autora: mając do wyboru lęk lub śmieszność
Czy odważę się wybrać to drugie?
Mirosław Teper
5. WEHIKUŁ CZASU
Na początku byłem czasem.
Jestem, trwam, będę.
Wiem jak się zaczynałem,
Już nie pamiętam jak się skończyłem.
Nie ma materii, ani ziemi.
Nie ma przestrzeni a w niej istnienia.
Jest trwanie w czasie.
Jest oczekiwanie na to, co już było.
Nie jestem tu, nie jestem tam.
Moje serce to wehikuł czasu.
Byłem z Tobą gdy sadziłaś róże
Jestem przy Tobie gdy oczy zamykasz.
Jedność czasu i uczuć.
Pamiętam utracone sny.
Wieczne życie, Jedna chwila,
Jeszcze się nie zaczęła a już przeminęła.
Mirosław Teper
6. NAGIE MIECZE
Cyniczny szafarzu ludzkiego życia.
Wyrywasz mnie ze snu szczękiem oręża,
Pyszny swą władzą i pewny zwycięstwa
Dwa nagie miecze wbijasz w me serce.
Nie dość Ci bólu? Karmisz się nieszczęściem.
Rozdzierasz ziemię co plony wydać miała
I wynik bitwy przegranymi nas czyni.
Dla czyjej chwały? Drwisz z mego losu.
Za mało Ci zwycięstw? Ranisz na oślep?
Dwa nagie konta w Internecie!
Zamykam gębę. Nie chcę już nic mówić!
Krzywdź mnie za brak wiary.
Mirosław Teper
7. MGŁA
Mgła, gęsta zawiesina.
Myśli poplątane, oczy otwarte, szum w uszach.
Wyczuwam obecność innych, dostrzec nie mogę.
Mgła, gęsta zawiesina.
Czuję, jest, jest blisko.
Jak wygląda, co myśli, kim jest?
Przyjdzie, spojrzy, dotknie, uśmiechnie się.
Czuję, jest, jest blisko.
Już chyba nie widzę.
Zmysły wyostrzone, wrażenie odeszło.
Stoimy obok siebie w samotność zaklęci.
Już chyba nie widzę.
Mirosław Teper
8. PIACHOLOGIA STOSOWANA
Sadzę kwiaty w moim ogrodzie.
Granatowe lilie z zielonymi łodygami.
Dzisiaj policzę ile ziaren piasku mam w dłoni.
Jutro zapisze w zeszycie.
Siedzę i maluje obrazy na plaży.
Niebo, drzewa, plaża, morze.
Namaluje wszystkie plaże nad oceanami.
Liczę ziarenka piasku w moich obrazach.
Jadę karawaną z milczącymi ludźmi.
Liczę wydmy puste, mnożę je garściami.
Przejechałem sam wszystkie pustynie.
Zliczyłem góry zanim w piach się starły.
Tyle piachu! Czy uniosę tę liczbę?.
Czy pomnożę ją przez milion?
Aż tak dużo jest gwiazd? Po co to komu?.
Czy wszędzie tam jest miłość?
Każda gwiazda miała swojego sędziego.
W gwiazdach są żywe ogrody
A Gwiezdny ogrodnik nieczuły
Wciąż sadzi me lilie i patrzy jak więdną.
Mirosław Teper
9. MODLITWĄ BIAŁĄ
Zamilcz! Otwórz oczy!
Światło, wszędzie światło.
Słońce, iskrzący pył.
Scena w Katedrze?
Katedra oknem się stała?
Dłonie w alabastrze zastygły.
Czekam. Czy jestem?
Na scenie Biały Paw.
Odwraca głowę i patrzy
Moim niebieskim okiem.
Istnieję? Czas jest mną?
Słyszę pogłos moich spojrzeń.
Czy jestem już snem?
Wstrząs! Cierpnę! Krzyczę!
Ten Paw we mnie gra.
Zamknąłem oczy, otwarłem usta.
Wciąż we mnie gra!
Poddałem się, już płynę.
To dar jest dla mnie jedynie.
Z muzyką pięknem się stałem.
Nagrodzony bez winy.
W ciszy harmonia zagrała.
Oczy nie słyszą. Usta nie patrzą.
Tęsknie za szczęściem.
Piękno moją Modlitwą Białą.
Paw pozostał Biały.
Cisza już wszędzie.
Lecz On jest we mnie.
I grać nie przestanie.
Otwórz oczy. Zamknij usta.
Mirosław Teper
10. NA IMIĘ MAM WOLNOŚĆ.
Zrodzony od matki strudzonej,
W klatce wychowany,
Szczęśliwy być może po życiu,
W system wtłoczony bezmyślnej pracy,
Z klapkami na oczach,
Życie dla chwały przetrwania strwoniłem.
W snach mych niespokojnych,
Wciąż skrzydła mam białe,
Wzlecieć próbuję lecz nie mogę
Bo stopy zastygły w niemocy.
Oczy otwieram i widzę w nich błękit,
I Białą Antyczną Grecję,
Dotykam marmuru
I słyszę radosne orszaki Herosów.
Wzlecieć do Słońca i zginąć szczęśliwym
Niż lot swój zniżyć by znaleźć brzeg morza,
Umieram z niemocy by stanąć do Życia
Ochrzczony Mym Nowym Imieniem-WOLNOŚĆ .
Mirosław Teper